Chrome, bynajmniej nie Chromolę
Zabłyszczało chromem na firnamencie przeglądarek. Przeglądarka Google'a opiera się na bliskim mi sercu silniku WebKit, ale w tej chwili wersji na Mac OS X nie ma. Potentat ma ambicję ugryźć kawałek przeglądarkowego tortu, i trzeba przyznać, że nie jest to takie nierealne. Chociaż Chrome spadło nam nagle z nieba, premiera sprawia wrażenie dobrze przygotowanej - komiksy, filmiki. Słyszałem plotki o tym, że pracownicy krakowskiego oddziału Google pracują nad ściśle tajnym projektem przeglądarki. Nie wywoływało to większych emocji, bo patrząc na dotychczasowy dorobek giganta, wyprodukowanie własnej przeglądarki specjalnie nie dziwi.
Chrome jest szybki, na razie jest to wczesna beta, być może będzie jeszcze lepiej. Do przeglądania onetu czy gazety pe el nadal będę używał tego co zwykle, z powodu czysto prozaicznego - brak wtyczki blokującej reklamy. I w Safari i w Firefoksie mam zainstalowane na tyle skuteczne dodatki, że prawie zapomniałem o nachalności reklam na naszych głównych portalach.
Chrome pokaże jednak lwi pazur w serwisach nowej generacji - tych gdzie chwilami jest więcej AJAXa niż HTML, webdwazero i aplikacjach uruchamianych w przeglądarce. Zanim jednak przeniesiemy się z edytorami tekstu, arkuszami i albumami zdjęciowymi do Google, warto przeczytać uważnie umowę licencyjną.
Polski
English




